Samodzielne wakacje nastolatka

Tysiące nastolatków walczą z rodzicami o zgodę na samodzielny wyjazd na wakacje. Oddzielanie się od rodziców to przecież istota rozwoju dziecka. Najbardziej burzliwie wygląda to w okresie dojrzewania. Głównie dlatego, że dorastające dziecko ma wtedy jednocześnie dwie potrzeby – „dorosłą”: decydowania o sobie i „dziecięcą”: bezpieczeństwa, bycia pod opieką rodziców. To czas trudny dla obu stron.

Rodzice ciągle muszą wybierać między bezpieczeństwem a rozwojem dziecka, już od wczesnego dzieciństwa – czy podtrzymywać malucha wspinającego się po schodach czy pozwolić mu wchodzić, ryzykując, że spadnie? Pozwalając nastolatkowi na samodzielne wakacje boją się – złego towarzystwa, niechcianej ciąży, alkoholu, narkotyków. Jest się czego obawiać. Być może boją się też o relację z dzieckiem, boją się postawić dziecku granicę, pamiętając, że kiedyś sami, jako dorastający, buntowali się.

Samodzielny wyjazd na pewno uczy radzenia sobie w codziennych czynnościach, nawiązywania relacji z innymi ludźmi, współdziałania. Pozwala dostrzec granice własnego bezpieczeństwa, poznać ludzi z różnych środowisk. To rozwija, ale jest niebezpieczne.

Jasnych granic tu nie ma. Podejmując decyzję, zawsze trzeba wziąć pod uwagę wiek dziecka, stopień jego samodzielności, a także to, na ile jego dotychczasowe relacje z rówieśnikami są „zdrowe”. Jeśli miało wcześniej fajnych, ciekawych znajomych, to większa szansa, że nic mu nie grozi. Można powiedzieć: „Zgadzam się na Twój wyjazd z przyjaciółmi pod namiot, ale nie gdzieś w Polskę, tylko na polanę obok domu, w którym mieszka ktoś znajomy”.

Mamy prawo uważać, że jeszcze jest na to za wcześnie i nie zgodzić się. Bez poczucia winy, że jesteśmy zbyt restrykcyjni. Należy jednak wytłumaczyć dziecku, dlaczego się nie zgadzamy – na przykład powiedzieć: „Ja uważam, że taki wyjazd jest dla Ciebie niebezpieczny” lub: „Boję się o Ciebie”. Jeśli jednak każda sytuacja, w której dziecko przebywa bez niego, budzi lęk rodzica, to taki lęk blokuje rozwój dziecka. Jeśli uzna ono że, że ma tylko dwa wyjścia: podporządkować się zakazowi albo zbuntować się, spędzić całe wakacje z rodzicami albo uciec z domu – to źle się dzieje.

Czasami warto pozwolić dziecku na samodzielny wyjazd, mimo własnych obaw, jeśli uświadomimy sobie, że źródło mojego lęku jest we mnie, a nie w zachowaniu mojego syna czy córki. Jeśli myślimy o niebezpieczeństwie, przypomnijmy sobie, że my jako nastolatki poradziliśmy sobie w różnych sytuacjach i nie ma powodu, żeby z naszym dzieckiem było inaczej. W tyle umiejętności życiowych je przecież wyposażyliśmy. Tyle razy w przeszłości, pozwalając mu na różne rzeczy, uczyliśmy je samodzielności, podejmowania decyzji, zgadzania i niezgadzania się na różne rzeczy, a gdy zapowiadaliśmy konsekwencje i potem pozwalaliśmy dziecku ich doświadczyć, uczyliśmy, że każdy wybór ma jakiś skutek.

Bardzo trudno rozmawia się z dorastającym dzieckiem. Ciężko mu też odmówić. Dlatego tak ważne jest, by cierpliwie i bardzo stanowczo wyrażać swoje opinie. I tak nigdy nie będziemy mieli pewności, czy postępujemy słusznie…

 

opracowała: Agnieszka Ostrowska-Knot, psycholog